bielskiedrogi.pl - Bieżące informacje z dróg powiatu bielskiego i najbliższych okolic.

Reklama

Informacje

  • 19 kwietnia 2019
  • wyświetleń: 9974

[FELIETON] Straż i pogotowie do porysowanego zderzaka. Dlaczego tak jest?

Wczoraj po południu przy ul. Górskiej w Bielsku-Białej doszło do drobnej kolizji dwóch pojazdów. Uszkodzenia były niewielkie, ale uczestnicy nie mogli dojść do porozumienia. Na dodatek jeden z pasażerów źle się poczuł i poprosił o interwencję pogotowia ratunkowego.

Interweniowały cztery zastępy straży pożarnej (sekcja techniczna z JRG-1 w Bielsku-Białej i OSP Straconka). To nie pierwsza sytuacja, gdy do "zdrapki" przyjeżdżają tak duże ilości służb ratunkowych. Po co taki nakład służb? Sprawą oczywistą jest, że nie zawsze jest taka potrzeba.

Dyżurny Policji, który odbiera zgłoszenia i odpowiada swoją głową za bezpieczeństwo na mieście, to bardzo odpowiedzialne stanowisko. To od jego decyzji zależy, gdzie i jak szybko ma dotrzeć patrol policji. Dyżurnego Miejskiego wspomagają dyżurni na poszczególnych komisariatach, którzy odpowiadają za swoje patrole w danej lokalizacji. Współpraca między tą grupą ludzi musi być bezbłędna, a zostać takim dyżurnym nie może każdy policjant. Trzeba mieć odpowiedni staż pracy na różnych szczeblach, doświadczenie i predyspozycje do zarządzania grupą ludzi. Trzeba być także osobą odpowiedzialną, sumienną i dobrze zorganizowaną.

Podobnie jest w Straży Pożarnej. Osoba, którą słyszycie w słuchawce telefonu to strażak. Taki prawdziwy, który niegdyś nosił hełm i uczestniczył w akcjach gaśniczych narażając swoje życie, a dziś zajmuje się dysponowaniem sił i środków do zagrożenia, które jest mu zgłaszane drogą telefoniczną. To także bardzo odpowiedzialne stanowisko, na które trzeba sobie zapracować doświadczeniem i predyspozycjami. Idąc dalej tym tokiem nie inaczej jest w pogotowiu ratunkowym, gdzie dyspozytorzy to najczęściej doświadczeni pielęgniarze i pielęgniarki, niegdyś pracujący na drodze i znający zagadania związane z ratownictwem "od kuchni".

Na tych ludziach ciąży ogromna odpowiedzialność nie tylko prawna, ale także moralna. Jeśli coś pójdzie nie tak lub czegoś zabraknie to w pierwszej kolejności "za fraki" brany jest ten, który dysponował służby ratunkowe do zagrożenia czy interwencji. Niejednokrotnie w ułamku sekundy trzeba podjąć decyzję, na której rozpatrzenie prokurator i sąd będą miały całe lata.

WCPR - miał być zbawieniem, jest utrapieniem.

Na przestrzeni ostatnich lat poszczególne numery telefonów alarmowych są przełączane do Wojewódzkiego Centrum Powiadamiania Ratunkowego. Ta instytucja obsługuje zgłoszenia alarmowe kierowane na numer alarmowy w teorii umożliwiając przekazanie zgłoszenia alarmowego w celu zaangażowania właściwych służb ratowniczych np. bezpośrednio do policji, straży pożarnej czy pogotowia ratunkowego. Żeby zostać operatorem WCPR także trzeba spełnić odpowiednie warunki, ale nie ma co porównywać zasług operatora WCPR z tymi, które posiadają przedstawiciele w/w stanowisk. Nie jest tajemnicą, że operator numeru alarmowego zarabia śmieszne pieniądze i ciągle brakuje ludzi do pracy.

Nie bójmy się tego powiedzieć, ale często "po drugiej stronie słuchawki" mamy styczność z osobami, których kompetencje są co najmniej wątpliwe. Przerobiliśmy to na własnej skórze podczas zgłaszania potrącenia pieszego na ulicy Łagodnej w styczniu 2018 roku. Rozmowa z operatorem trwała ponad dwie minuty, a pytanie o miasto i dokładną lokalizację padło pięciokrotnie (operator nie mógł znaleźć na mapie skrzyżowania Łagodnej z Liściastą). Padło także pytanie o wiele szczegółów, które kompletnie nie były potrzebne w tej sytuacji i tylko wydłużyły czas przyjęcia szalenie ważnego zgłoszenia (pieszy znajdował się w bardzo ciężkim stanie i jego życie było bezpośrednio zagrożone).

Operatorzy WCPR przekazują do lokalnych służb ratunkowych często nieprecyzyjną informację i w przypadku, gdy liczy się czas zdarza się, że są dysponowane zbyt duże siły w stosunku do zagrożenia z jakim przychodzi się zmierzyć. Lepiej za dużo niż za mało ratowników na miejscu wypadku czy pożaru. Przed napisaniem komentarza wyśmiewającego strażaków czy policjantów wato się zastanowić czy jest on na miejscu. Nie jadą tam z własnej woli, tylko realizują polecenia napływające "z góry", które często są efektem niezrozumiałych dla laika procedur. Oby każdy wyjazd służb ratunkowych był do takiej pierdoły jak wczoraj. Tego sobie życzmy nie tylko w nadchodzącym świątecznym czasie, ale każdego dnia.

[FELIETON] Straż i pogotowie do porysowanego zderzaka · fot. Bielskie Drogi

Reklama

Komentarze

Zgodnie z Rozporządzeniem Ogólnym o Ochronie Danych Osobowych (RODO) na portalu bielskiedrogi.pl zaktualizowana została Polityka Prywatności. Zachęcamy do zapoznania się z dokumentem.